HISTORIA
Powstanie klubu i debiutancki sezon w NBA

Zespół Jazz został utworzony 7 marca 1974 roku w Nowym Orleanie i jako 18. drużyna został włączony do National Basketball Association (NBA) kosztem wstępnej opłaty w wysokości 6,15 mln dolarów. Klub przyjął nazwę „New Orleans Jazz” od popularnego w Nowym Orleanie gatunku muzyki – jazzu. Historycznym, pierwszym zawodnikiem, który znalazł się w składzie Jazz, stał się pozyskany z Atlanty Hawks Pete Maravich – gracz, który na lata stał się niekwestionowaną gwiazdą nie tylko drużyny, ale i całej ligi. W historii klubu z jego wielkością równać się mogą jedynie zawodnicy, którzy dołączyli do zespołu w pierwszej połowie lat 80-tych – John Stockton i Karl Malone. Niestety Maravich, zwany z uwagi na swoją nieszablonową grę „Pistol Pete’em”, był osamotniony przez pierwsze lata gry w Jazz jeśli chodzi o swe wysokie umiejętności, bowiem poza nim skład drużyny składał się z weteranów i kilku młodych zawodników. To spowodowało, że początki występów drużyny New Orleans w NBA nie były łatwe – na starcie debiutanckiego sezonu poniósł on aż 10 porażek, by dopiero w 11 meczu cieszyć się z historycznego pierwszego zwycięstwa, które nastąpiło 10 listopada w spotkaniu przeciw Portland Trail Blazers. Niestety w następnych meczach nie było lepiej i po odniesieniu 14 porażki w 15 grach szefowie Jazz zdecydowali się na zmianę trenera – Scotty’ego Robertsona zastąpił Butch van Breda Kolff. Jednakże i on nie potrafił poprowadzić zespołu ze stanu Luizjana do zwycięstw, który tuż po półmetku rozgrywek legitymował się fatalnym bilansem 5-42. Na szczęście jednak wraz z upływem czasu drużyna zaczęła się zgrywać, co w połączeniu ze świetną grą Maravicha (m.in. rekord punktowy w wysokości 47, średnia z sezonu 21,5) wspomaganego przez debiutanta Aarona Jamesa (średnio 11,5 pkt. i 4,8 zb.) oraz weterana E.C. Colemana (7,1 zb. w każdym meczu) zaowocowało wygraniem 18 z ostatnich 35 spotkań sezonu. To jednak nie uchroniło Jazz przed uzyskaniem końcowego bilansu w postaci 23-59, który choć był przyzwoity jak na debiutanta w lidze, to jednak do dziś dnia pozostaje najgorszym w historii klubu.

Lata 1975-78 pod znakiem lepszej gry

Sezon 1975-76 koszykarze Jazz zaczęli kontynuując świetną papssę z końcówki poprzednich rozgrywek. Po przegraniu inauguracyjnego spotkania wygrali 6 kolejnych meczów co zapowiadało zwrot o prawie 180 stopni w porównaniu z debiutanckimi rozgrywkami. Niestety plany New Orleans pokrzyżowane zostały przez niespodziewaną kontuzję lidera drużyny Maravicha, który na skutek urazu opuścił na przełomie listopada i grudnia aż 20 meczów. Bez swojego najlepszego gracza zespół Jazz nie radził sobie już tak dobrze, będąc zmuszonym polegać na takich zawodnikach jak Ron Behagen, Louie Nelson, czy ojcu obecnego zawodnika Sacramento Kings Mike’a – Henry Bibbym. Na szczęście Pistol Pete powrócił do składu po ponad miesięcznej przerwie i będąc pierwszym strzelcem drużyny w prawie wszystkich meczach zadbał o to, aby Jazz zaliczyli znaczną poprawę w bilansie: 38-44 na koniec sezonu. Świetna gra Maravicha i osiągnięcie średniej punktowej 25,9 na mecz (trzecia w lidze), w tym rekordowe 49 punktów w konfrontacji z Golden State, zapewniły mu miejsce w pierwszej piątce gwiazd w całej NBA.

Rozgrywki 1976-77 i 1977-78 były podobne do tych z lat 1975-76 – drużyna nie zrobiła niestety większych postępów (bilanse odpowiednio 35-47 i 39-43), w przeciwieństwie do Maravicha, który w tych latach stał się niekwestionowaną gwiazdą pierwszej wielkości w NBA i jej najbardziej ekscytującą postacią. W roku 1977 został mianowicie królem strzelców ligi ze średnią 31,1 punktu na mecz, na która złożył się między innymi występ przeciwko nowojorskim Knicks, w którym zdobył niewyobrażalną liczbę punktów (do momentu wyczynu Kobe Bryanta, który w styczniu 2006 roku uzyskał w meczu aż 81 punktów), która do dziś pozostaje rekordem klubu – 68. Poza postawą Pistol Pete’a, który po raz drugi z rzędu wybrany został do piątki gwiazd NBA i 3 z rzędu do meczu gwiazd ligi, odnotować warto dobre występy E.C. Colemana, który w 1977 nominowany został do pierwszej piątki obrońców NBA. Istotnym wydarzeniem, była także zmiana trenera, którym po van Breda Kolffie został legendarny gracz Los Angeles Lakers Elgin Baylor. Baylor jednak nie sprawdził się w roli szkoleniowca tak jak wcześniej w roli zawodnika i poprowadził Jazz do zaledwie 21 zwycięstw w pozostających do zakończenia sezonu 1976-77 w momencie gdy objął stanowisko 56 meczach.

Kolejny, czwarty sezon drużyny w NBA był o tyle różny od poprzednich, że oczy fanów Jazz były zwrócone nie tylko na Maravicha. Stało się to za sprawą kolejnej kontuzji Pistol Pete’a, której nabawił się wykonując swoje popisowe podanie między nogami, która zmusiła go do opuszczenia aż 29 spotkań. Wobec jego absencji zabłysnęła w Nowym Orleanie gwiazda przybyłego do drużyny przed sezonem Leonarda „Truck” Robinsona. Ten niezwykle wszechstronny zawodnik ustanowił szereg nie pobitych do dziś defensywnych rekordów zespołu Jazz. Mianowicie zakończył on sezon 1977-78 ze średnią zbiórek 15,7 notując ich aż 1288 w całych rozgrywkach w tym aż po 27 w spotkaniach przeciw Los Angeles Lakers i Indianie Pacers. Taka dyspozycja w połączeniu z także nieprzeciętnym talentami strzeleckimi (22,7 pkt. na mecz) dały mu miejsce w pierwszej piątce gwiazd NBA. W dużej mierze właśnie dzięki jego grze Jazz zanotowali najlepszy bilans (39-43) w pięcioletnim okresie spędzonym w Nowym Orleanie.

Pożegnanie w kiepskim stylu z Nowym Orleanem

W piątym, i jak się później okazało, ostatnim sezonie, jaki Jazz spędzili w stanie Luizjana, zespół powrócił niestety do poziomu, jaki prezentował w swoim inauguracyjnym sezonie w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Stało się to na skutek przedłużających się kłopotów ze zdrowiem Maravicha, który znów spędził na trybunach 21 meczów i jednego z najgorszych transferów w historii drużyny, jakim było oddanie w trakcie sezonu do Phoenix gwiazdy zespołu Trucka Robinsona. Nawet pozyskany do Jazz na ostatnie 34 spotkania sezonu Spencer Haywood, który uzyskiwał imponujące średnie 24 pkt. i 9,6 zb. na mecz oraz Aaron James, który ustanowił rekord Jazz w liczbie trafionych rzutów bez przestrzelenia w meczu (11) nie uchronili drużyny przed zakończeniem rozgrywek 1978-79 z najgorszym w lidze, a zarazem czwartym najgorszym bilansem w historii klubu - 26-56. Na tak słaby wynik złożyła się przede wszystkim fatalna dyspozycja zespołu w konfrontacjach wyjazdowych – zaledwie 4 zwycięstwa w 41 meczach. Istotne było także nie wygranie serii spotkań w sezonie z ani jednym zespołem NBA oraz nie zanotowanie choć jednego zwycięskiego miesiąca w rozgrywkach.

Fatalny sezon na początek po przenosinach do Salt Lake City

Pojawiające się pod koniec sezonu 1978-79 plany o zmianie siedziby klubu doszły do skutku przed kolejnym sezonem, który Jazz rozpoczęli już Salt Lake City w stanie Utah - mieście znanym do tej pory głównie ze znajdującej się tam siedziby wyznawców Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, zwanych potocznie mormonami, która to nazwa przylgnęła od tej pory na zawsze do graczy występujących w trykotach Jazz. Jednakże wraz przenosinami pojawiły się obawy, czy zespół znajdzie w Salt Lake City fanów, którzy poprzednio oddani byli występującej w lidze ABA, a rozwiązanej w 1975 roku drużynie Utah Stars. Co gorsza sami zawodnicy swoja postawą nie przyczynili się bynajmniej do wzrostu poparcia i sympatii dla drużyny, która w rozgrywkach 1979-80 osiągnęła jeszcze gorszy rezultat niż w ostatnim roku gry w Nowym Orleanie, notując tylko 24 zwycięstwa, a więc zaledwie o jedno więcej od debiutanckiego, najgorszego w historii klubu, sezonu 1974-75. Jednakże wbrew pozorom pierwszy rok gry w stanie Utah przyniósł kilka pozytywów. Pierwszym było pozyskanie z Los Angeles Lakers Adriana Dantleya w zamian za Spencera Haywooda. Ten mierzący niewiele ponad 190 cm wzrostu zawodnik stał się prawdziwą maszyną do zdobywania punktów i z powodzeniem zastąpił Maravicha, który traipiony kontuzjami zagrał jedynie 17 meczów i został przez drużynę ostatecznie zwolniony 17 stycznia. Dantley osiągnął średnią zdobywanych punktów aż 28 na mecz (3 miejsce lidze) oraz ustanowił rekord klubu w celności rzutów z gry w sezonie (aż 57,6). Drugim pozytywem pierwszego roku gry Jazz w Salt Lake City było zatrudnienie na stanowisku generalnego menedżera, a od 1981 roku trenera, Franka Laydena. Jego obecność w klubie przyniosła regularną poprawę wyników zespołu i była kamieniem węgielnym pod sukcesy, jakie z drużyną w drugiej połowie lat 80-tych i całych 90-tych odnosił Jerry Sloan.

1980-81: "Dr. Dunkenstein"

Jazz nadal potrzebowali jakiegoś prawdziwego strzelca, który regularnie dostarczałby znaczna ilość punktów. Wówczas z numerem drugim w drafcie wybrali najlepszego zawodnika rozgrywek akademickich, Darrella Griffitha z Uniwersytetu Louisville, nikt się jednak nie spodziewał że ten mierzący 6 stóp i4 cale obrońca okaże się tak fantastycznym zawodnikiem, a przy tym świetnym dunkerem (od tego zastał nazwany Doktorem Dunkenstein) i strzelcem zza linii 7 metrów.

W sezonie 1980-81 duet Griffith i Dantley razem średnio w spotkaniu zdobywał 51.3 punkty, zatem obaj panowie zdobywali więcej punktów niż cała reszta mormonów razem wziętą, bowiem Jazz w tych rozgrywkach zdobywali ok. 101 „oczek” w meczu. Drużyna z Utah nadal nie imponowała swą postawą, dalej nie grała koszykówki na najwyższym poziomie, co przyczyniło się do osiągnięcia kolejny raz niskiego bilansu, jednakże w stosunku do wcześniejszych rozgrywek Jazzmani wygrali o 4 spotkania więcej, osiągli bilans 28 zwycięstwa i 54 porażki.

Był to kolejny sezon który miał być zwiastunem lepszej przyszłości dla klubu, ale czy rzeczywiście nim był? Trudno powiedzieć. Pozytywną stroną tych rozgrywek był kolejny udział Dantleya w All Stars Game oraz jego zwycięstwo wśród najlepiej punktujących. Z średnia 30.7 punktów został po raz pierwszy królem strzelców NBA (drugi dokonał raz tej sztuki w 1984 roku). Pomimo tego że Dantley zrobił tak wiele dla klubu z Salt Lake City do dzisiaj jego numer nie został zastrzeżony i zawieszony pod kopuła hali Delta Center, co dla wielu, w tym również dla mnie, jest sporym zaskoczeniem. Kolejna nagrodą przyznaną Jazzmanowi było wyróżnienie dla najlepszego pierwszoroczniaka, otrzymał ją nie kto inny tylko Darrell Griffith, w swoim debiutanckim sezonie ten zawodnik notował 20.6 punktów, 3.6 zbiórek, 2.4 asyst i 1.3 przechwytów, warto również nadmienić że na dzień dzisiejszy jest to jedyny mormon który otrzymał zaszczytny tytuł ROTY.

1981-1983: Layden przejmuje stery; Lepsze dni tuż-tuż

W sezonie 1981-82 Jazz znowu nie zachwycali wygrali zaledwie 25 spotkań, a 57 razy musieli schodzić z parkietu z opuszczonymi głowami po mniejszych i większych, bardziej dotkliwych i nieco pechowych porażkach. Po tym jak trener Tom Nissalke poprowadził Jazz do przyzwoitego, jak na ten okres mormońskiej historii bilansu 8-12 został zwolniony, a ster przejął po nim ten, który wyrobił Jazz renomę świetnego zespołu aż po dzisiaj, Frank Layden. Jednak to wszystko stało się nieco później, początku były bardzo ciężkie. Frank z swoją ekipa nie imponował niczym szczególnym, w pierwszym sezonie dowodzenia nad tym zwariowanym statkiem wygrał tylko 17 meczów i poniósł aż 45, notując w pewnym momencie żenującą serie 18 porażek z rzędu. Oczywiście były też jaśniejsze strony tych rozgrywek, Dantley znów utrzymał się w ścisłej czołówce najlepiej punktujących zawodników, średnio 30.3 punkty na mecz pozwoliły zająć mu trzecie miejsce w tej klasyfikacji, a jego średnia skuteczność oscylującą około 57% dała mu 6 miejsce wśród najskuteczniejszych strzelców. Nieźle prezentował się także nasz mikrus Rickey Green, ten mierzący nieco ponad 6 stóp rozgrywający był 6 „złodziejem” ligi, w mecz zwykle miał około 2,28 przechwytu, oraz był 7 asystentem NBA z 7,8 podaniami zakończonymi celnym rzutem kolegów.

Tak niski bilans w sezonie 1981-82 przyczynił się do zdobycia wysokiego numeru w corocznym naborze do NBA, włodarze Jazz z 3 numerem draftu wybrali Dominique’a Wilkinsa z Uniwersytetu Georgia, jednak ten zawodnik słynący z fenomenalnych „dunków” i wybitnego talentu strzeleckiego nigdy nie założył trykotu z nutą na piersi, bowiem zraz po draftowej nocy został oddany do Atlanty Hawks w zamian za dwóch innych obrońców Johna Drew, Freemana Williamsa oraz pieniądze. Wymiana która na początku wyglądała na świetny interes, ponieważ Drew w swoim ostatnim sezonie jako Jastrząb notował całkiem ładne cyferki, 18,5 punktów oraz 5,4 zbiórek, a Williams z średnio 12 punktami na mecz przydałby się jako dopełnienie do prawie każdej drużyny NBA, to interes wypalił tylko połowicznie bo chociaż John grał całkiem nieźle to na skutek kontuzji wystąpił tylko w 44 spotkaniach, a Freeman rozegrał zaledwie 18 meczów, nie pokazując w nich niczego dobrego. W drafcie 1982 roku Jazz pozyskali jeszcze jednego ważnego dla historii zespołu zawodnika, w czwartej rundzie z trzecim numerem wybrali olbrzymiego, bo mierzącego 7 stóp i 3 cale czyli 221 cm (niektóre źródła podają że był jeszcze wyższy o 2,54 cm), białego, ...mechanika samochodowego, Marka Eatona, lecz o jego poczynaniach usłyszycie później.

Sezon 1982-1983 w wykonaniu Jazz wyglądał jak jedna wielka kontuzja, filar zespołu i jego najlepszy strzelec Adrian Dantley tylko 22 razy wychodził na parkiet jako zawodnik, a w pozostałych meczach śledził poczynania swoich kolegów z trybun, podstawowy center Danny Schayes zagrał 50 spotkań, świeżo pozyskani zawodnicy o których wyżej pisałem John Drew i Freeman Williams również nie zachwycali frekwencją, to tylko ważniejsi zawodnicy, a o tym jak trudną sytuacje personalna miał Frank Layden najlepiej świadczy to że we wszystkich 82 spotkaniach wystąpił tylko jeden zawodnik, swingman Jerry Eaves. Jednak Jazzmani zanotowali jak na razie najlepszych bilans w Utah, wygrali 30 spotkań i ulegli w 52.

W tym sezonie nie było zbyt wielu pozytywnych momentów, ale przynajmniej o kilku trzeba przypomnieć. 7 grudnia 1982 w meczu przeciwko drużynie z Portland, Jazz trafiają pod rząd 39 celnych rzutów osobistych ustalając nowy rekord NBA. Drugim momentem jest powrót po rehabilitacji do składu Johna Drew, który w pierwszym tygodniu swojej gry zostaje wybrany najlepszym zawodnikiem tego okresu na zachodzie. Rickey „Speedster” Green z średnią 8.9 asyst w spotkaniu był trzecim podającym ligi, a jego 2,82 przechwyty w spotkaniu pozwoliły mu zająć drugie miejsce w klasyfikacji najlepszych „złodziejów” ligi. Pierwszoroczniak Mark Eaton w ciągu zaledwie 18.9 minut na parkiecie notował 3,4 bloki, co pozwoliło mu zająć drugie miejsce wśród najlepiej blokujących ligi, tuż za Tree Rollins (Bill Walton miał również średnio więcej bloków w spotkaniu niż Mark, lecz ze względu na to że rozegrał tylko 33 mecze został niesklasyfikowany).

1983-1984 Dantley prowadzi Jazz do pierwszych playoffs

Jazz zwrot ku lepszej grze zapoczątkowali już w dniu draftu 1983, kiedy w pierwszej rundzie z numerem 7 wybrali mierzącego 6 stóp i 11 cali środkowego Thurla Bailey ze Stanowego Uniwersytetu w Północnej Karolinie. Włodarze z Salt Lake City podczas nocy draftowej wybrali jeszcze jednego zawodnika z którym podpisali kontrakt, mianowicie Bobby’ego Hansena, jednak ten obrońca był tylko tłem dla popisów Baileya, który w dużym stopniu pomógł mormonom po raz pierwszy zdobyć tytuł mistrzów Midwest Division oraz awansować do posezonowych rozgrywek playoffs. Drużyna Jazz po raz pierwszy od paru lat nie miała problemu z kontuzjami, ośmiu zawodników zagrało w powyżej 79 spotkaniach, w tym grający pierwszoplanowe role w postawie Jazzmanów Dantley, Griffith, Drew, Green i Eaton. Był to również najlepszy sezon pod względem średnio zdobywanych punktów przez cała drużynę, ok. 115 „oczek” na mecz. 17 grudnia 1983, Jazzmani po raz pierwszy w historii przesuwają się na pierwsze miejsce w Midwest Division. W grudniu tego roku Mormoni pobili też inny rekord, wygrali 11 z 13 grudniowych spotkań, co jest do dziś rekordem jeśli chodzi o liczbę zwycięstw w jednym miesiącu. Salt Palace, stara hala Jazzmanów, stała się jedną z najsilniej broniących twierdz w NBA, miejscem wielu klęsk drużyn przyjezdnych, w tym nawet tych najlepszych, w całym sezonie tylko dziesięciokrotnie przegrywali na własnym parkiecie.

4 stycznia Adrian Dantley w meczu przeciwko Houston Rockets trafił 28 rzutów osobistych (na 29 prób), co jest wyrównaniem rekordu NBA Wilta Chamberlaina w trafieniu największej liczby rzutów osobistych. Ponadto Dantley wystąpił po raz czwarty w All-Star Game, a po raz pierwszy w historii klubu w pojedynku gwiazd wschodu i zachodu wystąpił drugi Jazzman, rozgrywający Rickey Green, który 14 lutego rozdając 20 asyst ustalił nowy rekord klubu (3 lata później pobił go John Stockton, który w meczu przeciwko Lakers miał 22 asysty).

Zawodnicy Jazz w sezonie 1983-84 zdominowali jak nigdy NBA swoimi indywidualnymi osiągnięciami. Adrian Dantley był najlepiej punktującym zawodnikiem ligi, oddał najwięcej rzutów osobistych i co ważniejsze, najwięcej trafił. Rickey Green z średnio 2,7 przechwytami był najlepszym złodziejem ligi, a Mark Eaton był najlepiej i najczęściej blokującym ligi, 351 razy zablokował rywali robiąc to średnio aż 4,3 razy w ciągu jednego spotkania. Z kolei Darrell Griffith dominował w rzutach zza linii 7 metrów, robił to najczęściej oraz najskuteczniej spośród zawodników ligi.

Co jednak najważniejsze, Mormoni po raz pierwszy zagrali w playoffs. Po tym jak w pierwszej rundzie w pięciu meczach uporali się z Denver Nuggets, w półfinałach konferencji zachodniej ulegli niżej notowanym w sezonie zasadniczym Phoenix Suns ze świetnym Walterem Davisem na czele.

1984-1985 John? Jaki John?!

Włodarze Utah Jazz w drafcie 1984 wykazali się nie lada wyczynem, z 16 numerem draftu wybrali absolwenta Uniwersytetu Gonzaga, mierzącego 6 stóp i 1 cal rozgrywającego, który ze względu na swoją jeszcze dziecięcą urodę bardziej przypominał chłopca do poddawania piłek niż koszykarza, Johna Stocktona, który później stał się jednym z najlepszych, a ja osobiście uważam, że najlepszym rozgrywającym w historii NBA. Jednak jak to zwykle bywa początki są zawsze trudne i w swoim debiutanckim sezonie John nie zachwycił. Adrian Dantley znowu cierpiał z powodu kontuzji, zagrał tylko w 55 meczach, sytuacja Johna Drew była jeszcze gorsza bo opuścił aż 63 spotkania. To wszystko sprawiło, że Jazz nie zdołali obronić tytułu mistrza Midwest Division, i z bilansem 41 zwycięstw i 41 porażek uplasowali się na 7 miejscu w Zachodniej Konferencji i znowu zagrali w playoffs.

Największym zaskoczeniem, a zarazem miłą niespodzianką, był ogromny postęp centra Jazz, Marka Eatona. Mark blokował przeciwników z niewyobrażalną jak na dzisiejsze czasy skutecznością, w całym sezonie zablokował aż 456 rzuty, w każdym meczu robił to więc średnio 5,6 (!) razy co pozostaje do dziś rekordem NBA. Ponadto nasz olbrzym średnio zbierał 11 piłek na mecz, co w połączeniu z blokami pozwoliło mu zdobyć tytuł najlepszego defensora sezonu 1984- 1985 oraz zakwalifikować się do piątki najlepszych obrońców ligi. 18 stycznia w meczu przeciwko Portland, Eaton aż czternastokrotnie zablokował rywali - do dzisiaj żaden z Jazzmanów nie poprawił tego osiągnięcia.

W pierwszej rundzie playoffs Mormoni zmierzyli się z znaczniej lepiej grającymi w sezonie zasadniczym Rakietami. Billy "the Whopper" Paultz, który przed sezonem dla uzupełnienia ławki został sprawdzony z Atlanty, zanotował rekordowe osiągnięcie, grając 15 raz pod rząd w rozgrywkach posezonowych. Jazz wygrali konfrontację z Rockets w pięciu meczach, w drugiej rundzie trafili na drużynę z Denver, jednak z tą w obliczu niespodziewanej kontuzji Marka Eatona, przegrali w stosunku 4–1.

1985-1986 Mailman. Przesyłka specjalna

Kolejny draft i kolejny świetny wybór. Z numerem 13 draftu 1985, Jazz wybierają byłego studenta Uniwersytetu Luizjana Tech, Karla „Mailmana” Malone’a, jak się później okazało jednego z najlepszych silnych skrzydłowych NBA, ikonę i jeden z głównych znaków rozpoznawczych klubu z mroźnej Utah. Karl, zawodnik wielki duchem i umiejętnościami, szybko „przyjął” się w Salt Lake City i wspólnie z Johnem, który po pierwszym niezbyt udanym sezonie, w drugim pokazał jak wiele jest wart i ile potrafi mimo tak wielu przeciwności losu, stworzyli duet na miarę wszech czasów, duet, który już wkrótce będzie postrachem całej NBA.

Rozgrywki 1985-86 nie rozpoczęły się jednak najlepiej dla Jazz - już na przysłowiowych przedbiegach ze składu został usunięty jeden z ówczesnych gwiazdorów klubu z Utah, Darrell Griffith, który złamał kość w stopie, przez co w wyniku pewnych komplikacji nie mógł zagrać w całym sezonie. Jednak wbrew przedsezonowym obawom nie wpłynęło to zbyt na zespół - Jazz ustabilizowali swoją grę na dość wysokim poziomie notując dodatni bilans z 42 zwycięstwami i 40 porażkami. W wyniku tego awansowali do playoffs z piątego miejsca na zachodzie, lecz już w pierwszej rundzie musieli uznać wyższość zawodników Dallas Mavericks.

Adrian Dantley znowu świetnie punktował, jednak 29,8 punktów na mecz pozwoliło mu zając tylko drugie miejsce w lidze, bowiem koronę króla strzelców otrzymał wybrany w 1982 roku w drafcie właśnie przez Jazz Dominique Wilkins, który zdobywał średnio ok. 30,3 „oczka” w spotkaniu. Eaton, który w poprzednim sezonie blokował z tak imponującą skutecznością tym razem trochę zwolnił, blokował ok. 4,6 razy w meczu, jednak to nie wystarczyło, aby znowu otrzymać tytuł najlepszego blokera ligi, Mark swój zaszczytny tytuł musiał przekazać mierzącemu 231 cm, debiutantowi z Washington Bullets Manute Bolowi, który w zaledwie 26,1 minut na parkiecie średnio pięciokrotnie blokował swoich rywali. Malone, który średnio w swoim dorobku zapisywał 14,9 punktów i 8,9 zbiórek, został wybrany do pierwszej piątki debiutantów. Oprócz niego w All-Rookie Team znalazł się drugi wielki koszykarz, który jak się miało później okazać także nigdy nie miał cieszyć się z mistrzowskiego pierścienia na swoim palcu, pochodzący z Jamajki Patrick Ewing

Koniec ery - transfer Dantleya

W sezonie 1986-87 zespół Utah kontynuował politykę inwestowania w przyszłość. Przed sezonem dokonano wymiany, na mocy której do Jazz przyszli Kent Benson i Kelly Tripucka zaś Detroit Pistons otrzymali Adriana Dantleya i wybór w drugiej rundzie draftu. W swoim drugim sezonie Karl ”Listonosz” Malone został liderem drużyny w liczbie zdobywanych punktów ze średnią 21,7. Bardzo dobrze grali także dzielący się czasem na pozycji rozgrywającego John Stockton i Rickey Green. Odpowiednio zdobywali: John - 8 punktów, 8,2 asyst i 2,2 przechwyty w zaledwie 23 minuty, a Rickey 9,6 punktów, 6,7 asyst i 1,4 przechwyty. Jazzmani już nie dominowali w lidze pod względem indywidualnych statystyk - jedynym mormońskim liderem ligi był Mark Eaton, który kolejny raz zgarnął nagrodę dla najlepszego blokującego ligi. W tych rozgrywkach miała miejsce również jedna z największych wpadek włodarzy Jazz, mianowicie podpisali nowy kontrakt z niejakim Markiem Iavaronim opiewający jak na tamte czasy na niebagatelną sumę 2 685 000 dolarów za dwa lata gry (dla porównania Karl Malone zarabiał w tym sezonie 530 tysięcy dolarów, a John Stockton zaledwie 214 tys. dol.). Marc okazał się najsłabszym spośród Jazzmanów w sezonie 1986-87, zdobywał zaledwie 3,6 punktów, a w drugim roku obowiązywania kontraktu nieznacznie się poprawił i zdobywał 4,5 puntów. Sezon Jazz zakończyli bardzo przyzwoitym bilansem 44-38 dającym drugie miejsce w dywizji za Dallas Mavericks i awans po raz czwarty z rzędu do playoffs. Początek pięciomeczowej serii w roku 1987 był bardzo obiecujący - Jazz wygrali dwa pierwsze mecze z wyżej rozstawionymi Golden State Warriors, którzy jednak wygrali następne 3 mecze eliminując Utah z walki o mistrzostwo ligi.

Sezon 1987-88 - śmierć "Pistol" Pete'a

Drużyna Jazz znacznie odmłodziła swoją kadrę. Mimo młodego wieku większość zawodników cechowała dojrzałość na boisku i spory potencjał. Gra Jazzmanów opierała się głównie wokół graczy pierwszej piątki to jednak wystarczyło do osiągnięcia bilansu 47-35 - najlepszego w dotychczasowej historii klubu. Początek sezonu jednak nie zapowiadał takiego sukcesu. Jeszcze przed przerwą na Mecz Gwiazd zespół z Salt Lake City legitymował się ujemnym bilansem, a dodatkowo w trakcie sezonu klub doznał ciężkiego ciosu. 5 stycznia 1988 roku na atak serca w wieku zaledwie 40 lat zmarł bowiem legendarny „Pistol” Pete Maravich, największa gwiazda ligi końca lat 70-tych i zespołu w pierwszym 10-leciu jego istnienia. Jak na ironię Maravich doznał ataku serca i zmarł akurat podczas gry w koszykówkę w towarzyskim meczu. Odszedł więc z tego świata robiąc to, co najbardziej kochał. Pamięć o nim na zawsze pozostanie w sercach fanów Jazz, a jego koszulka pod kopułą hali Salt Palace a potem Delta Center, gdzie jego numer 7 jako pierwszy zastrzeżony został w historii klubu. W ten sposób uhonorowano w Salt Lake City niezapomnianego Pistol Pete’a - gracza, który wprowadził nową jakość gry i rozsławił Jazz w NBA, pozostając po dziś dzień rekordzistą klubu w liczbie zdobytych punktów jednym meczu (68).

Śmierć wielkiej gwiazdy Utah po początkowym zasmuceniu graczy najwyraźniej natchnęła ich, gdyż nastąpiła w nich niebywała metamorfoza i wreszcie zaczęli grać jak z posiadanych w swoim logo nut. Zakończyli więc marzec stosunkiem 11-5, a następnie wygrali 5 ostatnich meczów sezonu i osiągnęli wspomniany bilans 47 zwycięstw i 35 porażek. Dobra gra całego zespołu była sygnałem aspiracji gwiazd Utah nowej generacji do jeszcze większych wyzwań. Karl Malone zdobywając średnio 27,7 punktu i 12 zbiórek został sklasyfikowany w pierwszej piątce obu tych kategorii w lidze. Zagrał również w Meczu Gwiazd. John Stockton doczekał się roli pierwszego rozgrywającego zespołu i doskonale wykorzystał swoją szansę osiągając 1128 asyst w sezonie i bijąc dotychczasowy rekord ligi (1123) należący do Isiah Thomasa. Osiągnięcia Stocktona nie były dziełem przypadku. Zawsze spokojny, wyważony, grający twardo i konsekwentnie bez zbędnych trików młody zawodnik (26 lat) stał na najlepszej drodze by stać się jednym z najlepszych rozgrywających w historii NBA. Cieszący się dobrym zdrowiem Stockton wygrał więc klasyfikację na najlepiej podającego zawodnika w lidze, był także trzeci w przechwytach (2,95) i czwarty w celności rzutów z gry (57%), co jest ewenementem jak na zawodnika z pozycji obrońcy. Jakby osiągnięć indywidualnych było mało, to Mark Eaton został po raz drugi z rzędu, a aż czwarty w ciągu pięciu lat liderem klasyfikacji bloków ze średnią 3,71.

W pierwszej rundzie playoffs zespół Utah stanął naprzeciw Portland Trail Blazers. Jazz przegrali pierwszy mecz na własnym boisku by wygrać jednak kolejne trzy i całą serię. Kolejnym przeciwnikiem okazali się Los Angeles Lakers pod wodzą Pata Rileya. Skazywani na porażkę w 4 meczach Jazz zszokowali komentatorów i postawili ówczesnym mistrzom NBA bardzo trudne warunki, prowadząc po 3 meczach 2:1. Po przegraniu 4 spotkania serii byli o włos od wygrania niezwykle zaciętego meczu nr 5 rozgrywanego w Mieście Aniołów. Na 12 sekund przed końcem po celnym rzucie Thurla Baileya wysunęli się na jednopunktowe prowadzenie jednak Kalifornijczycy odpowiedzieli celnym rzutem Michaela Coopera tuż przed końcową syreną i przechwytem przy wprowadzaniu piłki przez Utah zwyciężając ostatecznie 111:109. Jazz nie załamali się i wygrali zdecydowanie w 6 meczu rozgrywanym w Salt Palace lecz w 7 decydującym spotkaniu „Showtime” Lakers jednak zwyciężli, przechylając ostatecznie szalę tej iście epickiej rywalizacji na swoją korzyść. Pomimo porażki seria ta, określana przez wielu obserwatorów mianem przedwczesnego finału ligi, pozostaje jednak obok finału konferencji z Houston z 1997 roku i finałów NBA z Chicago w 1997 i 1998 roku najbardziej pamiętną w historii klubu z Salt Lake City.

Layden rezygnuje. Sloan trenerem.

Sezon 1988-89 był w dalszym ciągu dominacją w Konferencji Zachodniej zespołów Los Angeles Lakers i Portland Trail Blazers jednak Jazzmani u progu nowego dziesięciolecia także stali na bardzo mocnej pozycji. Dodatkowo w klubie nastąpiły poważne zmiany, bowiem po 17 pierwszych meczach sezonu ze stanowiska pierwszego trenera zrezygnował Frank Layden by zostać jego prezydentem. Layden przekazał stanowisko trenera swojemu asystentowi Jerry'emu Sloanowi, który jako zawodnik wybierany był do Meczów Gwiazd i czterokrotnie do pierwszej piątki najlepszych obrońców NBA. Sloan doprowadził Jazz do rekordowego wyniku 51-31 co oczywiście pozwoliło wygrać Dywizję Środkowo-Zachodnią.

Utah miała najlepszą defensywę w swojej historii tracąc zaledwie 99,7 punktu na mecz. Filarem obrony pozostawał wciąż Mark Eaton, który 18 lutego 1990 roku zapisał na swoim koncie aż 14 bloków co było jego najwyższym osiągnięciem w całej karierze i stanowi do tej pory rekord klubu z Salt Lake City. Styl gry Jazz opierał się wokół zagrania pick‘n’roll Stocktona do Malone’a, które to zagranie swoją skutecznością powodowało frustrację kolejnych przeciwników klubu z Utah. Świetną grą z ławki rezerwowych popisywali się młody Thurl Bailey i weteran Darrell Griffith. Malone, Stockton i Eaton zagrali w Meczu Gwiazd. „Mailman” zaliczając 28 punktów i 9 zbiórek został wybrany najlepszym zawodnikiem tego spotkania (MVP). W sezonie regularnym Malone był drugim strzelcem NBA ze średnią 29,1 punktów i piątym zbierającym ligi z liczbą 10,7. Został także zaliczony do pierwszej piątki NBA (NBA All First Team) i zajął 3 miejsce w głosowaniu na Najbardziej Wartościowego Zawodnika ligi (MVP). John Stockton był najlepszy w całej NBA w asystach ze średnią 13,6 w meczu i w przechwytach dzięki średniej 3,21. Jego łączna liczba przechwytów 263 była nowym rekordem NBA. Mark Eaton został sklasyfikowany na drugim miejscu w blokach i siódmej w zbiórkach dzięki czemu po raz drugi w karierze został wybrany Obrońcą Roku.

Przed fazą playoffs Jazz oczekiwali rewanżu za ubiegłoroczną porażkę z mistrzowskimi Lakers. Niestety już pierwsza runda przyniosła zawód i przegraną serię z Golden State Warriors, gdzie o sile zespołu stanowili Mitch Richmond i Chris Mullin.

Sezon zasadniczy na tak. Playoffs znów za trudne.

Jazz w rozgrywkach 1989-1990 kontynuowali trend dobrej gry w sezonie zasadniczym i słabszej formy w rozgrywkach playoffs. Rozgrywki regularne zakończone zostały bowiem z najlepszym wynikiem w dotychczasowej historii zespołu dzięki aż 55 zwycięstwom i 27 porażkom. Jednak Jazzmani zajęli dopiero drugie miejsce w Dywizji Środkowozachodniej za Spurs którzy niesieni grą debiutanta Davida Robinsona wygrali o jedno spotkanie więcej. We własnej hali Utah grała bardzo skutecznie legitymując się w Salt Palace bilansem 36-5. Ponadto w trakcie sezonu zespół zaliczył passę rekordowych 19 kolejnych wygranych meczów we własnej hali. Warto również wspomnieć udany początek sezonu, gdy zawodnicy Jazz wygrali aż 7 z pierwszych ośmiu gier.

Warto odnotować, że 21 listopada w spotkaniu z Minnesotą Timberwolves John Stockton skręcił kostkę, w konsekwencji czego upuścił dwa następne mecze i przerwał swoja passę 418 kolejnych występów. 27 listopada drużyna Jazz w spotkaniu z New Jersey zanotowała najniższy wynik w swojej historii w liczbie straconych - zaledwie 68. 27 stycznia zaś Karl Malone w meczu z Milwaukee Bucks osiągnął rekord kariery w punktach (61) stając się jednym z zaledwie 16 graczy w historii NBA którzy zdobyli 60 lub więcej punktów w meczu i drugim po Maravichu strzelcem w jednym spotkaniu w historii klubu.

Pod koniec sezonu zasadniczego zespół z Utah tradycyjnie obniżył swoje wysokie loty. Bilans kwietnia to 5 zwycięstw i 7 porażek. W pierwszej rundzie rywalem byli Phoenix Suns. Pierwszy mecz został wygrany wysoko 17 punktami. Jednak po dwóch następnych to Suns objęli prowadzenie. Jazzmanom udało się wygrać mecz czwarty różnicą 7 punktów, jednak w decydującym spotkaniu ulegli dwoma punktami. Mimo tak wczesnego pożegnania się z playoffs Karl Malone został drugi raz z rzędu doceniony wyborem do pierwszej piątki NBA (NBA All First Team). ”Mailman” dzięki średniej 31 zdobywanych punktów był znów drugi w lidze w tym elemencie, ponownie tylko za Michaelem Jordanem. John Stockton zaliczając 14,5 asysty na mecz i 1134 w całym sezonie pobił w tym elementach ustanowione także przez siebie 2 lata wcześniej rekordy NBA (pierwszy z nich pozostaje nie pobity do dziś, drugi "Stock" poprawił o 30 asyst rok później).

Sezon 1990/91: o tym jak miało być inaczej, a było jak zwykle…czyli Malone’ów dwóch.

Utah Jazz przystępowali do sezonu 1990/91, pierwszego sezonu ostatniej dekady XX w., w dość minorowych nastrojach. Po znakomitym, uwieńczonym 55 wygranymi regular season znów, jak w rozgrywkach 1988/89, nie byli w stanie przejść pierwszej rundy play off. Co prawda John Stockton, Karl Malone i Thurl Bailey byli w wybornej formie, ale problemem Jazz pozostawał płytki skład i dość słaba ławka. Coraz starsi i gnębieni kontuzjami Mark Eaton i Darrell Griffith nie mogli już dać takiego wsparcia młodszym kolegom jak jeszcze kilka lat wcześniej, a po grze takich „tuzów” jak Delaney Rudd, Nate i Eric Johnsonowie, Pat Cummings czy Mike Brown (obecny trener Cavaliers) trudno było oczekiwać jakichś fajerwerków. Jedynym graczem, który stanowił jako takie wsparcie dla Super Duetu był Blue Edwards, który notował średnio 10 punktów na mecz. Co więcej, po raz kolejny Jazz fatalnie losowali w drafcie wybierając z numerem 6 w II rundzie, zapomnianego już dziś Waltera Palmera. To spowodowało, że włodarze Utah zdecydowali się na sprowadzenie z Washington Bullets, w zamian za Bobby’ego Hansena, Erica Lecknera i dwa picki w drafcie 29–letniego superstrzelca, rzucającego obrońcę Jeffa Malone’a. Takie posunięcie miało Jazz zagwarantować sukcesy w starciu z potężnymi ekipami Zachodu w PO, bo o awansie do tej fazy nikt w Utah już dawno nie dyskutował. To miała była formalność i tak też rzeczywiście było. Jazzmani bardzo wolno się jednak rozkręcali, zaliczając na początku rozgrywek kompromitujące pięć przegranych w 8 meczach i jeszcze na przełomie grudnia/stycznia notowali bilans 19-10. Za to styczeń i luty to była eksplozja: 27 wygranych w 35 meczach. To pozwoliło Utah na przekroczenie po raz kolejny bariery 50 zwycięstw w sezonie i ze stosunkiem 54-28 zajęcie II miejsca w Midwest Division. Ponownie jednak Jazz byli gorsi od San Antonio Spurs i to różnicą zaledwie jednego zwycięstwa. Wyrównali przy tym rekord Portland Trail Blazers w liczbie zwycięstw we własnej hali w jednym sezonie. Stara hala Salt Palace została przez Jazzmanów obroniona ponownie 36 razy w 41 meczach. To właśnie wówczas rodziła się legenda hal w Salt Lake City jako miejsc trudnych do zdobycia. Jednak występ w play offach nie był już dla Utah tak optymistyczny. Co prawda w pierwszej rundzie bez trudu uporali się z Phoenix Suns 3-1, to jednak w Półfinale Konferencji na drodze stanęli im przyszli finaliści NBA czyli Portlandczycy prowadzeni przez Clyde’a Drexlera. Odesłali oni Jazzmanów z kwitkiem opiewającym na 4-1, tym samym kończąc ich batalię w sezonie 1990/91.

Co do osiągnięć indywidualnych to John Stockton i Karl Malone byli znów w czołówce swoich kategorii. Ten pierwszy pozostał liderem NBA w ilości asyst na mecz (14,2), choć nie pobił swojego rekordu z ubiegłego sezonu. Stockton wyśrubował jednak swój rekord w liczbie asyst w całym sezonie, mając ich na koncie 1164 czyli o 30 więcej niż rok wcześniej. Co więcej, był to już czwarty sezon z rzędu z przynajmniej 1000 asystami na koncie. Do historii w jego wykonaniu przeszedł dzień 15 stycznia 1991 r., kiedy to popularny Stock w meczu ze Spurs aż 28 razy swoim podaniem otwierał swoim partnerom drogę do kosza, co jest do dziś niepobitym rekordem klubu, a tylko o 2 ustępuje rekordowi ligi autorstwa obecnego trenera Chicago Bulls Scotta Skilesa. Z kolei Mailman ze średnimi 29,0 punktów i 11,8 zbiórek został zaliczony do pierwszej piątki sezonu i był ponownie wicekrólem strzelców NBA. Musiał bowiem znów ustąpić w tej kategorii samemu Michaelowi Jordanowi. Również świetnie spisywał się Jeff Malone, który zdobywał średnio 18,6 pkt., 3 zb. i 3 as. na mecz, znakomicie odnajdując się w taktycznych schematach Jerry’ego Sloana. Na marginesie należy tylko wspomnieć, iż Dynamic Duo po raz kolejny wystąpiło w Meczu Gwiazd rozgrywanym 10 lutego 1991 r. w Charlotte. Sezon 1990/91 był historyczny jeszcze z dwóch względów. Po pierwsze był to ostatni sezon Darrella ”Mr Dunkensteina” Griffitha, który ogłosił zakończenie kariery po wakacjach 1991 roku. Po drugie: Jazzmani po raz ostatni rozgrywali swoje mecze w Salt Palace. Od listopada bowiem 1991 r. areną ich zmagań będzie nowa hala Delta Center.

Sezon 1991/92: o tym, że wszędzie jest dobrze ale w domu najlepiej.

Sezon 1991/92 był dość dziwny. Z jednej strony bowiem Jazzmani wydawali się być na początku nieco spłoszeni faktem gry w nowej hali czyli Delta Center, osiągając w listopadzie niezbyt chwalebny bilans 9-7 i rozpoczynając rozgrywki od porażki z Seattle SuperSonics, z drugiej zaś, po niesamowitym finiszu sezonu zasadniczego, zakończyli rozgrywki osiągając największy sukces w dotychczasowej historii klubu. Ale po kolei. Już wynik draftu 1991 r. okazał się znamienny. Otóż Jazz wybrali wówczas w I rundzie z nr 21 Erica Murdocha, a z analogicznym numerem w II rundzie Isaaca Austina. Kariera obu tych graczy w Jazz była krótka, ale charakterystyczna dla, często dziwnej, polityki kadrowej klubu z Salt Lake City. Obaj koszykarze ci nie zagrzali bowiem tu długo miejsca, ale po oddaniu ich do innych klubów okazali się niezwykle utalentowanymi i przydatnymi graczami, zaś Austin za kilka lat zdobędzie nawet nagrodę dla graczy, który poczynił największe postępy (Most Improved Player). Jednocześnie, po 9 latach gry, z zespołem Utah pożegnał się Thurl Bailey, który 25 listopada 1991 r. powędrował do Minnesoty w zamian za Tyrona Corbina.

Jak już o tym była mowa, Jazz rozpoczęli z wolna by skończyć z impetem, a przyspieszenia nabrali po lutowym Meczu Gwiazd w Orlando, w którym tradycyjnie udział wzięli zarówno John Stockton jak i Karl Malone. Taki „drugi bieg” włączany po All-Star Game stanie się swoistym znakiem firmowym Jazzmanów w omawianej dekadzie. W każdym razie na początku kwietnia 1992 r. Utah legitymowali się dorobkiem 47-27, a wygrawszy osiem ostatnich spotkań sezonu zasadniczego, zapewnili sobie wreszcie zwycięstwo w Midwest Division z bilansem 55-27, co stanowiło nowy rekord klubu. Co więcej, ekipa Sloana wyśrubowała ponownie rekord zwycięstw we własnej hali, przegrywając w Delta Center tylko 4 razy w 41 spotkaniach! W pobitym polu Jazz, różnicą aż 8 zwycięstw, pozostawili swoich odwiecznych rywali czyli „Ostrogi” i w roli faworytów przystępowali do rozgrywek playoff. Jazzmani jednak od początku zostali sprowadzeni na ziemię, bowiem w I rundzie niemiłosiernie mordowali się z ekipą LA Clippers, którą odesłali ostatecznie do Kalifornii po konfrontacji zakończonej wynikiem 3-2. Następnie ekipa Utah bez problemu zmiotła w półfinale Konferencji Zachodniej drużynę Seattle SuperSonics (4-1) i po raz pierwszy historii klub z Salt Lake City zawitał do Finału Zachodu.

Tutaj jednak na Big Duo i resztę czekał ponownie Clyde „Szybowiec” Drexler z ekipą Portland, a sama rywalizacja okazała się niezwykle zacięta. Jazz przegrali bowiem dwa pierwsze spotkania w Rose Garden w Portland, aby następnie wygrać kolejne dwa u siebie, w Delta Center. W piątym meczu, ponownie w stolicy Oregonu, prawdziwych cudów dokonywał Drexler i drużyna Utah przegrywała już 2-3 i aby zagrać siódmy mecz musiała wygrać szóstą konfrontację w Salt Lake City. W tej jednak zabrakło debiutującym na tym szczeblu rozgrywek Jazzmanom czy to wyrachowania, czy zimnej krwi i przegrali tę rywalizację różnicą ośmiu punktów.

Ten, bez wątpienia, najlepszy w dotychczasowej historii klubu Utah Jazz sezon nie byłby oczywiście możliwy bez największych gwiazd zespołu. Malone ponownie był drugim strzelcem NBA ze średnią 28 pkt/mecz, zaś Stockton ze średnią 13,7 asysty oraz 2,93 przechwytu wygrał w obydwu tych kategoriach klasyfikację NBA. Warto przypomnieć, że był to już jego piąty sezon z rzędu z przynajmniej 1000 celnych podań na koncie. Z kolei Jeff Malone zanotował jeden z najlepszych sezonów w karierze zdobywając średnio 20,2 pkt na mecz. Taka postawa duetu Stockton/Malone nie mogła ujść uwagi trenerowi Dream Teamu legendarnemu Chuckowi Daly. Ten wytrawny coach powołał gwiazdorów Jazz do pierwszego, fenomenalnego Dream Teamu, z którym, u boku Magic Johnsona, Larry Birda, Jordana, Pippena, Ewinga, Barkleya i kilku innych ikon NBA, zdobyli złoty medal olimpijski na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 r. Tym samym John Stockton i Karl Malone na zawsze weszli do historii koszykówki i międzynarodowego olimpizmu.

Sezon 1992/93: o tym, że dwóch to nie wszyscy, a playoff to nie Mecz Gwiazd

Niestety, kolejny sezon NBA okazał się prawdziwym koszmarem dla zespołu Jazz. Finaliści Konferencji w żaden sposób nie potrafili nawiązać równorzędnej walki z potęgami Ligi, a ich stosunek zwycięstw do porażek był aż o 8 wygranych gorszy niż w poprzednim sezonie. Jazz w omawianych rozgrywkach osiągnęli bilans zaledwie 47-35 i po raz pierwszy od 5 lat nie przekroczyli magicznej liczby 50 zwycięstw. Spowodowane to było przede wszystkich kontuzją starzejącego się Marka Eatona, który nie wystąpił na parkiecie przez blisko 1,5 miesiąca, ale także pewnym rozprężeniem w szeregach zespołu. Po raz kolejny okazało się bowiem, że dwóch gwiazdorów, jakimi byli Malone i Stockton, nie wystarczy aby pociągnąć dalej zespół. Oczywiście Jazzmani nadal należeli do zespołów silnych, ale nie mogli w żaden sposób wejść na dłużej do elity NBA. Po prostu Big Duo nie miało właściwego wsparcia z ławki, a ówcześnie włodarze Jazz zaczęli się powoli przekonywać o tym, że Jeff Malone to znakomity strzelec, ale obrońca to z niego był żaden. Nie zmienia to faktu, że Jazz zajęli dopiero trzecie miejsce w Midwest Division i przyszło im się w I rundzie PO zmierzyć z czołową już wówczas ekipą Zachodu czyli Seattle SuperSonics. Niestety nie było to starcie, które zapisało się złotymi zgłoskami w historii Jazz. Mimo, że podopiecznym Sloana udało się wyrwać dwa pierwsze mecze, to jednak Utah przegrali całą serię 2-3 i odpadli już w I rundzie.

Jedynym jasnym punktem sezonu 1992/93 był Mecz Gwiazd, który po raz pierwszy w historii rozgrywany był w Salt Lake City. Co więcej, Karl Malone i John Stockton zdobywając odpowiednio 28 punktów i 10 zbiórek (Mailman) oraz 9 pkt, 15 asyst i 6 zbiórek (Stockton) wybrani zostali wspólnie MVP All Star Game, który to mecz zakończył się wynikiem 135-132 dla reprezentacji Zachodu. Niestety wspomniany na początku marazm zaczął powoli wkradać się również do serc i umysłów wielkich gwiazdorów Utah. Zarówno Malone jak i Stockton zaczynali powoli dobijać do 30–tki i 10–lecia swojej obecności na parkietach, a ich osiągnięcia indywidualne bynajmniej nie znamionowały graczy jeszcze młodych. Wręcz przeciwnie, charakterystyczne były bardziej dla weteranów. Karl Malone przekroczył barierę 15 tyś punktów, a także stał się liderem wszechczasów Jazz w liczbie zbiórek. Z kolei John Stockton szósty sezon z rzędu przekroczył barierę 1000 asyst, notując ich już 8 000 w swojej karierze.

Mark Eaton wreszcie, po powrocie z L-4, zanotował 3 tysięczny blok w NBA czym wyrównał najlepsze osiągnięcie w tej kategorii od czasu, kiedy zaczęto notować „czapy” w oficjalnych statystykach ligi czyli od sezonu 1973/74. Jednocześnie Eaton ogłosił wówczas wycofanie się z NBA po zakończeniu rozgrywek. Tym samym narodził się kolejny syndrom Jazz – syndrom centra, który będzie drugim Markiem Eatonem. I szukaniu takiego następcy władze Utah będą przez wiele lat poświęcały masę energii. Pierwszym „namaszczonym” następcą miał być Felton Spencer, owiany mitem doskonałego gracza uniwersyteckiego, który nie mógł odnaleźć się w zespole Minnesoty Timberwolves. Jazz uzyskali go w zamian za Mike Browna, w przerwie letniej 1993 r., w której w drafcie wybrali również dwóch zawodników: z nr 18 w I rundzie Luthera Wrighta, zaś z analogicznym numerem w II rundzie niejakiego Bryona Russella. Z pozyskaniem tego ostatniego w historii Jazz otworzył się zupełnie nowy rozdział.


warto przeczytać
Legenda Karla Malone'a Karl Malone, jeden z najlepszych zawodników w historii NBA, urodził się 24 lipca 1963 roku. Był to rok, który powszechnie uważa się za najlepszy w historii NBA/...więcej/
NBA Live Europe tour - Londyn... O przylocie Utah Jazz do Europy mówiło się już od dawna, w końcu dwóch gwiazdorów Jazz – Andriej Kirilenko i Memo Okur /...więcej/
Larry Miller, super fan do samego końca Tuż przed śmiercią, kiedy Larry Miller odpoczywał w swoim łóżku, otrzymał nieczęstą w ostatnich dniach, dobrą wiadomość./...więcej/
Na zakupy z Boozerem Minęło już ponad pół roku od pierwszych deklaracji o odejściu Booza, prawie miesiąc od otwarcia okresu transferowego i około 2 tygodnie od oświadczenia/...więcej/